• Facebook
  • Twitter

Wszystko, co lśni - Eleanor Catton


Mamy lata 60. w Nowej Zelandii, gdzie panuje gorączka złota. Walter Moody po nieudanej interwencji u ojca postanawia spróbować swojego szczęścia i przyjechać do Hokitika z myślą, że uda mu się wzbogacić. Prawnik nie spodziewa się, że już pierwszego wieczoru, w palarni hotelu Korona usłyszy niesamowitą historię, wiążącą go z tym miastem na jakieś czas. 

Mówiąc o Wszystko, co lśni nie sposób nie wspomnieć chociaż raz, że jest to książka niesamowita. Niesamowita nie tylko w formie prowadzenia fabuły, ale również rodzaju języka, którym posługuje się autorka. Każde zdanie, nawet słowo, jest niezwykle przemyślane, dojrzałe. Takiego stylu nie stosuje już żaden pisarz, a sam fakt, że Eleanor Catton zdecydowała się użyć takiego języka sprawia, że jeszcze trochę, a jej książka stanie się światowym klasykiem. 

Od samego początku można się spodziewać interesującego zabiegu ze strony pisarki. Akcja przez następnych kilkaset stron zostaje poprowadzone z perspektywy opowieści kilku mężczyzn znajdujących się w palarni hotelu Korona. Szczegółowo streszczają oni ostatnie wydarzenia, które nastąpiły przed przyjazdem Waltera, a znacząco wpłynęły na życie wszystkich mieszkańców Hokitika. Daje to poczucie, że ten początek, mimo że niezwykle skomplikowany i zdecydowanie utrudniający zrozumienie powieści, jest wstępem do jeszcze bardziej dynamicznych wydarzeń. Te pierwsze trzysta, czterysta stron to dla czytelnika mapa, ale również czas na zapamiętanie wszystkich znaczących nazwisk, które potem na pewno przydadzą się w rozwiązywaniu tej zagadki. 

Wszystko, co lśni jest idealna pod każdym względem. Sposób kreacji świata, w którym żyją bohaterowie przyciąga czytelnika i wręcz uniemożliwia oderwanie się od powieści. Z drugiej strony każda przestrzeń jest opisana tak, aby z łatwością można było sobie wyobrazić rozbudowujące się miasto, pokoje hotelowe czy nawet palarnie opium. Catton nie szczędzi szczegółów, inteligentnych spostrzeżeń. Opisy są urozmaicone komentarzami bohaterów. 

Sama kreacja bohaterów zapiera dech. Każda postać ma swoje życie, indywidualną historię i powód, dla którego przybył do Hokitika. W oczach czytelnika wszyscy są sobie równi i ciężko jest powiedzieć, że Walter Moody jest tym głównym bohaterem. Może dlatego, że sama historia nie dotyczy go bezpośrednio, a szczegóły jego życia zostają wyjawione dopiero pod sam koniec. Moody jest taką postacią widmo - wiemy, że jest, ale pokazuje się bardzo rzadko (a już zwłaszcza przez kilka pierwszych setek stron).

Mimo że powieść ma ponad dziewięćset stron, po skończonej lekturze odczuwa się niedosyt. Po tylu godzinach z bohaterami, ich historią, często zwyczajnym życiem, naprawdę można się z nimi związać. Ponad to, zakończenie nie tak powinno wyglądać! 

Nie mniej jednak muszę wspomnieć, że Eleonor Catton popełniła jeden, o zgrozo, błąd. Kto przedstawia tylu bohaterów jednocześnie? Pierwsze sto stron to walka o zapamiętanie tych wszystkich nazwisk, ich pochodzenia i zajęcia. Na całe szczęście później wszystko zaczyna się układać. 

Wszystko, co lśni jest powieścią rewelacyjną, niezwykle rozbudowaną, wielowarstwową. Zaspokaja potrzeby najbardziej wymagającego czytelnika, powodując w jego głowie chaos, jeden wielki mętlik (co zresztą widać po braku chronologii w tym, co pisze). Sama zapamiętam fabułę na bardzo długo i na pewno wrócę do niej jeszcze kilka razy.   


";if(c"}urls.splice(0,urls.length);titles.splice(0,titles.length);document.getElementById("related-posts").innerHTML=dw}; //]]>

0 komentarze:

Prześlij komentarz