Jak postrzegamy swoich sąsiadów? Nie zwracamy na nich uwagi w codziennym nawale obowiązków? A może spędzamy całe dnie, wyglądając przez okno, obserwując ich? Bohaterowie Sąsiadów Adriana Markowskiego stają się świadkami surrealistycznego, absurdalnego życia mieszkańców pewnej kamienicy w Łodzi.
Sięgając po poemat Markowskiego spodziewałam się, że dostanę coś zupełnie innego. Jakiś absurd, trochę Gombrowicza, może Mrożka. Jednak Markowski posuną się krok dalej i nie tylko zmieszał te dwa style pisania, co dorzucił jeszcze własny. I zdecydowanie przedobrzył.
Trudno jest określić jednego, konkretnego bohatera. Raz swoją historię opowiada kobieta, jednak znacznie częściej mężczyzna. W poemacie nie padają żadne nazwiska, imiona. Narrator określa mieszkańców kamienicy, pracowników sklepów poprzez płeć, często nazywając ich królikami. Łatwo jest jednak stwierdzić, że jest to zbiór opowiadań. Absurd, wkraczający już w pierwszych linijkach tekstu, skutecznie to utrudnia. Można więc założyć, że jest to po prostu zbiór niezwykle przemyślanych opowiadań, ukazujących realizm życia w starej, prl-owskiej kamienicy.
Styl Markowskiego jest nadzwyczajny, ale tylko do pewnego momentu. Przesyt krótkich, często jednosylabowych zdań można odczuć już po kilku pierwszych opowiadaniach. Z drugiej jednak strony, w pewnym momencie opowieści sąsiada stają się bardziej rozwinięte, spójne, logiczne. Mimo wszystko czytelnik w pewnym momencie może mieć dość tej nietypowej narracji. W Sąsiadach trudno jest o logikę. Nie mniej jednak opowiadania w pewnym momencie zaczynają się przenikać, nawiązywać do siebie nawzajem. Nieustanne czytanie może zacząć nużyć. Jednak zadziwiające jest to, że w niemal każdym opowiadaniu czytelnik dostaje garść faktów, które normalnie nie są możliwe. I tak oto sąsiad widzi zmarłą sąsiadkę na klatce schodowej, kupuje mięso w mydlarni czy wylewa wrzątek na miauczącego pod oknem sąsiada. Czytelnik nie jest w stanie powstrzymać się od pytań, które nasuwają się przez niemal całą lekturę książki. Trudno jest obliczyć, o kim w danej chwili mówi narrator; czy już przeszedł do innego tematu, czy może nadal ciągnie stary.
Sąsiady to przede wszystkim lektura, do której trzeba podejść z należytym dystansem. Groteska przejmuje fabułę opowiadań, tworząc historie nieprawdopodobne, ale jakże prawdziwe. Mieszkańcy starej kamienicy w Łodzi to tak naprawdę zwykli Polacy, takie sąsiady - bo przecież nie sąsiedzi - spędzający czas na obserwowaniu innych, czerpiąc radość z porażek, plotkując za plecami.
Trudno jest się wczuć w poemat, jednak mimo kilku mankamentów warto. Choćby dla tego absurdu oraz odrobiny ironii. Bo przecież Markowski bawiąc się stylem, stworzył świat prawdziwy.
Za możliwość przeczytania dziękuję redakcji
Sąsiady to przede wszystkim lektura, do której trzeba podejść z należytym dystansem. Groteska przejmuje fabułę opowiadań, tworząc historie nieprawdopodobne, ale jakże prawdziwe. Mieszkańcy starej kamienicy w Łodzi to tak naprawdę zwykli Polacy, takie sąsiady - bo przecież nie sąsiedzi - spędzający czas na obserwowaniu innych, czerpiąc radość z porażek, plotkując za plecami.
Trudno jest się wczuć w poemat, jednak mimo kilku mankamentów warto. Choćby dla tego absurdu oraz odrobiny ironii. Bo przecież Markowski bawiąc się stylem, stworzył świat prawdziwy.
Za możliwość przeczytania dziękuję redakcji

0 komentarze:
Prześlij komentarz