• Facebook
  • Twitter

213. Sąsiady - Adrian Markowski


Jak postrzegamy swoich sąsiadów? Nie zwracamy na nich uwagi w codziennym nawale obowiązków? A może spędzamy całe dnie, wyglądając przez okno, obserwując ich? Bohaterowie Sąsiadów Adriana Markowskiego stają się świadkami surrealistycznego, absurdalnego życia mieszkańców pewnej kamienicy w Łodzi. 

Sięgając po poemat Markowskiego spodziewałam się, że dostanę coś zupełnie innego. Jakiś absurd, trochę Gombrowicza, może Mrożka. Jednak Markowski posuną się krok dalej i nie tylko zmieszał te dwa style pisania, co dorzucił jeszcze własny. I zdecydowanie przedobrzył. 

Trudno jest określić jednego, konkretnego bohatera. Raz swoją historię opowiada kobieta, jednak znacznie częściej mężczyzna. W poemacie nie padają żadne nazwiska, imiona. Narrator określa mieszkańców kamienicy, pracowników sklepów poprzez płeć, często nazywając ich królikami. Łatwo jest jednak stwierdzić, że jest to zbiór opowiadań. Absurd, wkraczający już w pierwszych linijkach tekstu, skutecznie to utrudnia. Można więc założyć, że jest to po prostu zbiór niezwykle przemyślanych opowiadań, ukazujących realizm życia w starej, prl-owskiej kamienicy. 

Styl Markowskiego jest nadzwyczajny, ale tylko do pewnego momentu. Przesyt krótkich, często jednosylabowych zdań można odczuć już po kilku pierwszych opowiadaniach. Z drugiej jednak strony, w pewnym momencie opowieści sąsiada stają się bardziej rozwinięte, spójne, logiczne. Mimo wszystko czytelnik w pewnym momencie może mieć dość tej nietypowej narracji. W Sąsiadach trudno jest o logikę. Nie mniej jednak opowiadania w pewnym momencie zaczynają się przenikać, nawiązywać do siebie nawzajem. Nieustanne czytanie może zacząć nużyć. Jednak zadziwiające jest to, że w niemal każdym opowiadaniu czytelnik dostaje garść faktów, które normalnie nie są możliwe. I tak oto sąsiad widzi zmarłą sąsiadkę na klatce schodowej, kupuje mięso w mydlarni czy wylewa wrzątek na miauczącego pod oknem sąsiada. Czytelnik nie jest w stanie powstrzymać się od pytań, które nasuwają się przez niemal całą lekturę książki. Trudno jest obliczyć, o kim w danej chwili mówi narrator; czy już przeszedł do innego tematu, czy może nadal ciągnie stary.

Sąsiady to przede wszystkim lektura, do której trzeba podejść z należytym dystansem. Groteska przejmuje fabułę opowiadań, tworząc historie nieprawdopodobne, ale jakże prawdziwe. Mieszkańcy starej kamienicy w Łodzi to tak naprawdę zwykli Polacy, takie sąsiady - bo przecież nie sąsiedzi - spędzający czas na obserwowaniu innych, czerpiąc radość z porażek, plotkując za plecami.

Trudno jest się wczuć w poemat, jednak mimo kilku mankamentów warto. Choćby dla tego absurdu oraz odrobiny ironii. Bo przecież Markowski bawiąc się stylem, stworzył świat prawdziwy.

Za możliwość przeczytania dziękuję redakcji




";if(c"}urls.splice(0,urls.length);titles.splice(0,titles.length);document.getElementById("related-posts").innerHTML=dw}; //]]>

0 komentarze:

Prześlij komentarz