Wyobraźcie sobie, że nic nie pamiętacie, ale jedziecie w górę czymś, co na pierwszy rzut oka przypomina windę. Potem unosicie głowę i widzicie niebo oraz czupryny chłopaków. Niektórzy zerkają z zaciekawieniem, na twarzach pozostałych widnieje wyraz znudzenia, wściekłości bądź rozczarowania. Wielu z nich szepcze do siebie, udając, że nikogo w tej windzie nie ma. A jedyne, co pamiętacie to swoje imię.
James Dashner stworzył świat, którym zaskakuje czytelnika. W tym sensie, że nikt nie spodziewa się, iż tytułowy labirynt, to tak naprawdę nie tylko kara czy więzienie, ale również miejsce mające większe znaczenie. Więzień labiryntu to bardzo szczegółowe i porządnie skonstruowane wprowadzenie do całej trylogii. Nie mniej jednak, czytelnik dowiaduje się o tym dopiero pod sam koniec.
Język Dashnera jest naprawdę prosty, a momentami powiedziałabym, że banalny. Proste sformułowania jasno wyjaśniają zaistniałą sytuację, opisują zdarzenia i nie zmuszają czytelnika do zastanawiania się, co się właśnie stało. Ponad to autor posunął się do wykreowania własnego slangu. Jak wiemy, bohaterami są dorastający chłopcy, którzy irytując się, zaczynają używać niecenzuralnych słów. Aczkolwiek Dashner zmienił wszystkie przekleństwa w taki sposób, że nie tylko bawią one osobę czytającą, ale również nikogo nie obrażają. Sławny już wśród blogerów klump nie znikał prawie wcale.
Również bohaterowie są całkiem nieźle dopracowani, choć ich charakter różni się od tego, jaki widzimy w ekranizacji. Thomas, główna postać, jako przedostatnia pojawia się w labiryncie. Na początku jest bardzo zagubiony i kompletnie zdezorientowany całą sytuacją, ale już po dwóch dniach staje się bardziej wyrazisty i szybko przechodzi do działania, sukcesywnie dążąc do celu. Bohaterem, którego kreacja bardzo mi się nie spodobała, to postać Albiego. Odrzucał mnie swoją pogardą, napadami wściekłości i kompletnym brakiem empatii względem przybyłych.
Po następne części serii na pewno sięgnę. Więzień labiryntu jak na książkę młodzieżową wypada naprawdę dobrze. Lektura przyjemna, wciągająca i oczywiście zaskakująca. Utarte schematy specjalnie nie rzucają się w oczy.
0 komentarze:
Prześlij komentarz