• Facebook
  • Twitter

Podsumowanie stycznia


Nie lubię stycznia. Miesiąc zimny, mroźny i w ogóle nie taki, jaki być powinien. Do tego ta nauka! 


Styczeń zleciał, a ja naprawdę nie wiem, gdzie te wszystkie dni zniknęły. I co ważniejsze - dlaczego oprócz nauki nic ciekawego nie robiłam? Nie czytałam, nie oglądałam, nie wytykałam nosa zza drzwi. Po prostu miesiąc-widmo.


Bałam się spojrzeć na wszystkie statystyki w styczniu - ilości przeczytanych książek, oglądalności bloga, ilość Waszych i moich komentarzy. Wiecie co zobaczyłam? Drastyczne spadki. Wszędzie. Już nie tylko o popularność mi chodzi, a o fakt, że obiecałam i sobie, i Wam, że coś się będzie tutaj częściej pojawiać. Jak widać rzeczywistość wszystko zweryfikowała. Nawet nie wiem, jak mam się wytłumacz. Cóż, sesja, zaliczenia i nauka, obowiązki domowe, itd. Skończyło się na tym, że oprócz lektur prawie nic nie przeczytałam. Nadrobiłam jedną zaległość recenzencką sprzed ponad miesiąca (wstyd Aga!) i nic poza tym. Dobra, dorwałam nowego Mroza i czytałam go po nocach, ale jak widzicie z czasem na napisanie czegokolwiek było kiepsko. A jak już był ten czas to szłam spać. Kto miał podobny miesiąc łapka w górę! Witamy w świecie dorosłych, młoda.

Przeczytałam w styczniu aż cztery (normalne) książki! Aż sama się zdziwiłam, jak to zobaczyłam na LC. Oczywiście opublikowałam tylko dwie recenzje i nic poza tym... Zapowiedziałam Wam wielki projekt oraz obchodziłam czwarte (i mam wrażenie, że ostatnie) urodziny bloga. Jak widać styczeń wpędził mnie w nastrój smutny, melancholijny i pełen pesymizmu. To przełożyło się na bloga. Dlatego mam nadzieję, że w lutym, kiedy uczelnię zobaczę dopiero pod koniec miesiąca, coś się będzie działo :)

Mam już za sobą Przewieszenie Remigiusza Mroza i wierzcie mi, nauczyłam książkę latać i odbijać się od ściany. Jak kolejna część trylogii będzie tak wyglądała to chyba nauczę coś pływać w wannie. I wcale nie żartuje.

W styczniu więcej oglądałam niż czytałam, dlatego pochwalę się tymi nielicznymi wypadami do kina w przerwie między zajęciami bądź nocami. Zobaczyłam Dziewczynę z portretu i powiem, że słabo, słabo. To znaczy spodziewałam się czegoś znacznie lepszego, Eddiego, który pokaże coś nowego, itd. Nic z tego nie wyszło. Za to Zjawa mnie kupiła. Trochę za długi, ale pięknie nakręcony film. Nic tylko kupować bilety i do kina!
Jeszcze przed powrotem na zajęcia po przerwie świątecznej znalazłam filmy Brooklyn i Carol. Oba, choć o zbliżonej scenografii, są kompletnie różne, ale genialne. Zakochałam się i w jednym, i w drugim, i pewnie mogłabym oglądać je jeszcze z tysiąc razy. W kinach pojawią się kolejno w lutym i marcu. Widziałam również Praktykanta z Robertem de Niro i przyznam, że podobał mi się. I oczywiście musiałam wyjść do kina na Joy, czego oczywiście żałuje do tej pory. Wybaczcie, ale chyba przyjadł mi się duet Cooper-Lawrence.

A jak styczeń u Was?
";if(c"}urls.splice(0,urls.length);titles.splice(0,titles.length);document.getElementById("related-posts").innerHTML=dw}; //]]>

0 komentarze:

Prześlij komentarz