Zjawiska paranormalne, a tym bardziej postacie nie z tego świata, to w ostatnich latach motyw pojawiający się w niemal wszystkich książkach młodzieżowych. Przeszliśmy przez etap wampirów, wilkołaków, wróżek, elfów, a skończyliśmy na kosmitach. I tak się składa, że każda kolejna książka wydaje się być skopiowaną treścią z poprzedniej. Dlaczego w takim razie nadal je czytamy?
Katy wraz ze swoją mamą przeprowadziły się do Wirginii Zachodniej. Dziewczyna od razu zmuszona jest przyzwyczaić się do nowej sytuacji. Na początku prowadzi tylko swojego bloga recenzenckiego, ale pewnego dnia namówiona przez mamę, puka do drzwi swoich sąsiadów i wtedy spotyka Daemona... A kilka minut później jego siostrę. Z czasem jej życie na zawsze ma się odmienić.
Nie rozumiem fenomenu serii Lux. Nie dość, że to Zmierzch z kosmitami w roli głównej, to jeszcze i fabuła, i dialogi to chodzące drewno. Styl pisania Autorki jest słaby, czytając, miałam wrażenie, że nie napisała tego dorosła kobieta. Nie wiem na ile jest to wina polskiego tłumaczenia, a na ile warsztatu Jennifer Armentrout. Jednak nie przyczepię się tylko do stylu, który z czasem wygląda zdecydowanie lepiej, a niektóre fragmenty nawet wzbudzają wesołość. Przyczepię się do bohaterów - tych sztampowych, kompletnie papierowych i nienadających się do niczego postaci. Czytając inne recenzje, miałam wrażenie, że wszyscy zachwycają się Daemonem. Tylko co w nim jest takiego fantastycznego? Że nie ma nierówno pod sufitem? Że czerpie radość z poniżania dziewczyny? Czy może raz ma manię prześladowczą i ucieka od Katy, a zaraz wraca do niej i mówi o uczuciach. Główna bohaterka musiała być również bardzo pokręcona - raz nienawidzi Daemona i zarzeka się, że już więcej nie będzie z nim rozmawiała, a potem robi dokładnie, co innego.
To, że książka jest najwidoczniej jest napisana na podstawie Zmierzchu Stephanie Mayer, wcale mnie nie razi. Teraz niemal każdy twór nawiązuje do tej sagi. I sam pomysł z kosmitami również nie jest zły. Ale wykonanie i brak doświadczenia Autorki sprawia, że tego nie da się czytać.
Jedynym plusem i w sumie wątkiem fabularnym, jaki rzeczywiście mógłby tę historię uratować, to historia Luksjan. Niestety została ona tak okrojona, że czytelnik sam sobie musi dopowiedzieć resztę. Książka jest słaba i na pewno nie sięgnę po kolejne tomy. Na rynku wydawniczym jest naprawdę wiele wartościowych książek, do których przeczytania będę namawiać. Ale jeśli nie mieliście jeszcze styczności z Obsydianem to radzę nie marnować swojego czasu.
____________
Wiem, że tę recenzje można określić mianem hejtu, ale inaczej nie można mówić o tej książce.
0 komentarze:
Prześlij komentarz