Żyjąc na Ziemi, możemy spodziewać się wiele niebezpieczeństw, a jednym z nich są wirusy oraz bakterie. Okazuje się, że rozwijają się z zawrotną szybkością, mutują i coraz częściej mamy problem z ich wyleczeniem, a czasami nie wiemy nawet, że mamy je w swoim organizmie. A co się stanie, jeśli ktoś wpadnie na pomysł stworzenia wirusa, który zdziesiątkuje całą ludzkość, albo, co gorsza, zmieni wszystkich w zombie?
W 2014 roku postęp medycyny jest na tak wielkim poziomie, że wszyscy wydają się być zdrowi. Ale przy okazji wynalezienia leku na śmiertelne choroby, powstało coś, co na zawsze odmieniło losy planety. Dwie dekady później od tych wydarzeń, rodzeństwo - Georgia i Shaun Masonowie, dziennikarze - dostają szansę na zrelacjonowanie przebiegu wyborów prezydenckich. W ciągu następnych kilku tygodni poznają świat polityki, nieczystej walki oraz odkryją konspirację, która może do samego końca zniszczyć istnienie ludzi.
Przegląd końca świata: Feed chciałam przeczytać już od naprawdę dłuższego czasu. Skompletowałam prawie całą trylogię z nadzieją, że zombie w wydaniu Miry Grant przypadną mi do gustu. Nie spodziewałam się, że Feed będzie powieścią, która wciągnie mnie do tego stopnia, iż nie będę w stanie funkcjonować bez tej książki dopóki nie poznam jej zakończenia. Dawno żadna lektura nie wciągnęła mnie do tego stopnia. Świetna kreacja bohaterów, nietuzinkowa fabuła i oczywiście szczypta horroru, przyprawiona małą dozą humoru.
Dawno nie miałam do czynienia z takimi bohaterami, jakimi są Shaun i Georgia. Wiedząc, że przyszło im żyć w czasach niebezpiecznych, sprawiali wrażenie, jakby w ogóle nie przejmowali się tym, że umrą. Ale jedyne czego nie chcieli, to zostać samemu w tej walce o przetrwanie. Jako rodzeństwo (i tutaj nie jestem pewna, czy są rodzonym, czy adopcyjnym) byli ze sobą naprawdę mocno związani. Dzisiaj trudno jest mi sobie wyobrazić taką relację. Nie mniej jednak widać ich przywiązanie niemal w każdym rozdziale - i choć wściekają się na siebie, zawsze są gotowi oddać życie za drugiego. Co ciekawe, są to bohaterowie, którzy nie są już nastolatkami. Było to wielką ulgą, gdyż wielu czytelników nie znosi nadzwyczajnych nastolatek, które potrafią uratować świat. Georgia i Mason nie dość, że są nad wiek dojrzali, to jeszcze potrafią popatrzeć na świat z pewną dozą dystansu. Widzą prawdziwe oblicze swoich przyszywanych rodziców, potrafią rozpoznać, czy kandydat na prezydenta nadaje się na to stanowisko. I chyba to sprawia, że są naprawdę dobrymi dziennikarzami.
Jeśli chodzi o sam pomysł na fabułę, to bez wątpienia jest on czymś nowym. Mira Grant może i wykorzystała oklepanych zombie, ale zrobiła to w taki sposób, że każdy, kto kiedykolwiek czytał Feed musi jej przyznać, że ma naprawdę dobrą wyobraźnię. Już samo stworzenie postaci będących dorosłymi dziennikarzami, świadomych swojej pozycji i zadań jest czymś wyjątkowym. Każdy wątek świetnie ze sobą współgra, wszystko trzyma się w logicznej całości.
Język Autorki jest dobry. Książkę czyta się przyjemnie, szybko i nie trudno jest się wciągnąć. Mira Grant swoim stylem przyciągnęła czytelników i wątpię, aby większość z nich od razu pożegnała się z jej twórczością.
Oczywiście zdaje sobie sprawę, że nie każdy jest zachwycony Feed - podobnie jak nie każdy przepada za dystopią czy powieścią fantasy. Nie mniej jednak zachęcam każdego, aby poznał chociaż pierwszą część Przeglądu końca świata. Osobiście pokochałam tę opowieść za zakończenie, które nie tyle co zaskoczyło, ale dało mi nadzieję,że Autorka nie trzyma się utartych schematów i specjalnie drażni czytelników.
0 komentarze:
Prześlij komentarz